Przejdź do głównej zawartości

"Ciche Miejsce" kolejny film wymykający się klasyfikacji

   "Ciche Miejsce” A Quiet Place  (2018) w reżyserii John’a Krasinskiego to film sklasyfikowany jako horror s-f, to owoc popularnego w ostatnich latach eksperymentowania z gatunkiem. Jak na ironię w tej konkretnej produkcji horroru jest tu bardzo mało. Koneserzy typowych blood-horrorów czy monster-horrorów z całą pewnością będą zawiedzeni, krew nie zalewa tu bowiem ekranu, a i potwory pojawiają się niezwykle rzadko. Bliższą prawdy klasyfikacją było by postapokaliptyczne s-f. Jednak i w tym wypadku nie jest to klasyfikacja w stu procentach trafna. Dlaczegóż? Gdyż "Ciche Miejsce" to tak na prawdę film o rodzinie i o niełatwych więziach międzyludzkich.
   Postapokaliptyczną rzeczywistość jest tu jedynie scenerią i pretekstem do rozwinięcia zupełnie nieoczekiwanych wątków. Sam temat „apokalipsy” jest tu jedynie dyskretnie zasygnalizowany, przemycony pod postacią wycinków prasowych czytanych przez ojca rodziny. Niewiedza w jakiej w tym temacie pozostawiono widza odzwierciedla w dużej mierze niewiedze bohaterów, których samo pochodzenie zagrożenia nurtuje znacznie mniej, niż sposoby unikania kontaktu z  niebezpieczeństwem. Ponadto pominiecie wyjaśnień pomaga skupić się nam na „tu i teraz”. Mamy tylko niewielką grupkę ocalałych, jedną rodzinę, która stara się przetrwać w starciu z nie całkiem poznanym i zrozumianym zagrożeniem. Dodatkowo skupienie się na chwili obecnej pozwala nam wnikliwie studiować relacje i więzi między głównymi bohaterami.
  Nie pierwszy raz w kinie spotykamy się z podobną formułą. Nietrudno zauważyć, iż w ostatnim czasie survival-postapo staje się szalenie modne dowodzą tego takie produkcje jak brytyjski Surwiwalista, czy bardziej znane Cloverfield Lane 10" w reżyserii Dan’ Trachtenberg’a. Jest to swego rodzaju przeniesienie do tematyki postapokaliptycznego s-f motywu rozbitka czy też rozbitków na wyspie. Człowiek lub niewielka grupa ludzi mierząca się samotnie z niebezpiecznym światem. Nie ma tu miejsca na odbudowę społeczeństw czy ratowanie ludzkości (jak w World War Z), jest tylko desperacka walka o przetrwanie, nie ma drugiego planu jest tylko „tu i teraz”.    O bohaterach i pełnionych prze z nich archetypicznych rolach można by pisać sporo, jednak ja pragnę skupić się na niewidzialnym i cóż nomen omen nie słyszalnym bohaterze tego filmu – ciszy. Jest ona bowiem tytułową bohaterką. Znów paradoksalnie film o ciszy uczy nas najwięcej o wadze słów w relacjach między ludzkich. A jednak w świecie ciszy wcale nie brak dźwięków. Fakt, iż bohaterowie przez większą część filmu nie porozumiewają się werbalnie pozwala zwrócić uwagę na najcichsze dźwięki, których nie doceniamy w naszym codziennym życiu. Słyszymy każdy szelest liści, każdy odległy dźwięk i każdy oddech bohaterów. Udziela nam się ich czujność i paranoiczny lęk przed dźwiękiem.    I sądzę ze tym właśnie kupuje nas ten film, jest inny, wyróżnia się znacząco na tle innych produkcji s-f porażających nas dźwiękiem. Również efekty specjalne są tu dozowane znacznie oszczędniej niż w wielkich super produkcjach, za co przynajmniej częściowo odpowiadał ograniczony budżet. Jest to pewnie jednym z powodów, dla których wspominane już potwory nie pojawiają się w filmie za często, ale wychodzi im to na dobre. Modele są dopracowane i mimo niewielkiego budżetu trzymają poziom godny znacznie lepiej dofinansowanych produkcji. Ponadto klimat samego filmu dużo zyskuje na tak oszczędnym szafowaniu obecnością tych istot. Jest w nim więcej z klimatu filmu grozy niż z typowego amerykańskiego horroru. I bardzo dobrze. Dzięki temu film choć dostosowany do szerokiego odbiorcy jest wciąż jak już wspominałam odmienny i na swój sposób nowatorski.
x

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dobre stare S-f 1: Recenzja "Drzazga w Oku Boga "

Drzazga w Oku Boga – Jerry Pournelle i Larry Niven. (źródło: http://encyklopediafantastyki.pl/images/b/b7/Drzazga_w_oku_boga1.jpg) Lubię sięgać po starą fantastykę. Może dlatego że cierpię na czytelniczą jednostkę chorobą, która sprawia, że nie przywiązuje się do postaci. Zamiast tego szukam koncepcji, idei, budowy świata, a szczególnie wątków naukowych i technologicznych. W przypadku Nivena i Pournella, a już szczególnie u ŚP dr Pournelle tego drugiego możemy zawsze się spodziewać. Drzazga w Oku Boga, wydana w 1974 roku (jako Mote in God’s Eye) jest przygodową SF o pierwszym kontakcie. Spotykają się dwie rasy o odmiennym stopniu rozwoju, biologii, technologii i społeczności. Ludzie, reprezentanci Imperium (którym rządzi Car), oraz Zadrzaki (Moties). Załoga INSS MacArthur (Bo jak inaczej można nazwać gwiezdny okręt wojenny?) podczas podróży do Nowej Kaledonii (znajdującej się po drugiej stronie mgławicy Worek Węgla) dostają rozkaz zbadanie dziwnego obiektu. T...
Sobota POLCON'owa w pełni. Osoby w cosplay'ach, ciekawe prelekcje, gamesroom pełen planszówek. Pełen wybór, weekend pełen zabawy. Choć dziś nie w kostiumie (za gooooooąco) ale nadal dobrze się bawię.

Dobre Stare S-f - Reaktywacja

Wracamy do publikowania tekstów z serii Dobre Stare S-f. Seria miała, jak zapewne zauważyliście, długie opóźnienia, związane z moim spadkiem aktywności w sieci. Teraz jednak wracamy. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Dziś nastąpi najpewniej większa wrzutka zaległych recenzji.  Miłej lektury.  NerdGirl