Drzazga w Oku Boga – Jerry Pournelle i Larry Niven.
(źródło: http://encyklopediafantastyki.pl/images/b/b7/Drzazga_w_oku_boga1.jpg)
Lubię sięgać po starą fantastykę. Może dlatego że cierpię na czytelniczą jednostkę chorobą, która sprawia, że nie przywiązuje się do postaci. Zamiast tego szukam koncepcji, idei, budowy świata, a szczególnie wątków naukowych i technologicznych. W przypadku Nivena i Pournella, a już szczególnie u ŚP dr Pournelle tego drugiego możemy zawsze się spodziewać.
Drzazga w Oku Boga, wydana w 1974 roku (jako Mote in God’s Eye) jest przygodową SF o pierwszym kontakcie. Spotykają się dwie rasy o odmiennym stopniu rozwoju, biologii, technologii i społeczności. Ludzie, reprezentanci Imperium (którym rządzi Car), oraz Zadrzaki (Moties).
Załoga INSS MacArthur (Bo jak inaczej można nazwać gwiezdny okręt wojenny?) podczas podróży do Nowej Kaledonii (znajdującej się po drugiej stronie mgławicy Worek Węgla) dostają rozkaz zbadanie dziwnego obiektu. Tym obiektem okazuje się być obcy statek rozpędzany żaglem laserowym (tzn jest to coś jak żagiel słoneczny, tylko pęd nadają wiązki lasera – tę część ewidentnie pisał Pournelle, który był fanatykiem tego typu rozwiązań), lecący z układu Oka Murchesona. Załodze udaje się przechwycić statek obcych, jednak w jego „pilot” jest martwy. Bo dłuższej konsultacji, do MacArthura dołącza pancernik INSS Lenin, które wspólnie lecą zbadać układ Oka Murchersona, szczególnie poszukać twórców tego statku.
Reszta jest do dziś kultową powieścią fantastyczno-naukową, mieszającą space operę i hard SF (Ludzie używają napędu Aldersona, oraz pola Langstona, które są klasycznymi space operowymi wynalazkami, natomiast Zadrzaki używają napędów laserowo-żaglowych oraz posiadają przemysł wydobywczo kosmiczny). Polecał ją sam Robert A Heinlein. I jest co polecać. Mamy bogactwo bohaterów, min Bury’ego, Muzułmańskiego kupca, arystokratyczną Lady Fowler czy Midshipmenów, Pottera, Staleya i Whitbreada. Oczywiście mamy też postacie futrzanych, trójłapych Zadrzaków i ich specyficzne rozumienie ludzi. Mamy sporą dawkę humoru, momentami wręcz czarnego humoru i zachowany klasyczny fantastycznonaukowy „sense of wonder”. Niektórzy nawet zarzucają twórcom filmu „Gremliny” inspiracje pewnym zdarzeniami z tej ksiażki. Humor sytuacyjny powieści oddaje jeden z sucharów Larry’ego Nivena, umieszczony na jego stronie autorskiej:
”Q) How many Motie engineers does it take to change a lightbulb?
A ) Either one or two, depending on what you want to change it into.”
(Pyt: Ilu Zadrzańskich inżynierów potrzeba do zmiany żarówki?
Odp:Jednego albo dwóch, zależy w co chcesz ją zmienić.)
Co zasługuje na szczególną uwagę z punktu widzenia SF to min koncepcja kieszonkowych komputerów i systemu zbliżonego do „danych w chmurze”, która znajduje się na pokładzie ludzkich statków, a także szczególnie problematyka roli Muzeum w cywilizacji (szczególnie takiego, jakie miały Zadrzaki). Na szczególną uwagę zasługuję jednak koncepcja roli płodności i samic u naszych futrzanych bohaterów czy koncepcja „Crazy Eddy”.
Ostrzec należy jednak czytelników, iż mimo człekokształtności obcych, powieści bliżej do Hard SF. Konstrukcja utworu zawiera jednak więcej akcji niż „Pierścień” Larry’ego Nivena, czy „High Justice” Pournella. Jest to lektura najbardziej dla fanów powieści eksploracyjnych lat 70ych, gdzie stosujemy manewr Swifta, by dokonać oceny naszej cywilizacji, przez jej wypaczonych przedstawicieli oraz zobaczyć obcą nam i nie do końca pojętą alternatywę.

Komentarze
Prześlij komentarz