Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2018

"Ciche Miejsce" kolejny film wymykający się klasyfikacji

   "Ciche Miejsce” A Quiet Place    (2018) w reżyserii John’a Krasinskiego to film sklasyfikowany jako horror s-f, to owoc popularnego w ostatnich latach eksperymentowania z gatunkiem. Jak na ironię w tej konkretnej produkcji horroru jest tu bardzo mało. Koneserzy typowych blood-horrorów czy monster-horrorów z całą pewnością będą zawiedzeni, krew nie zalewa tu bowiem ekranu, a i potwory pojawiają się niezwykle rzadko. Bliższą prawdy klasyfikacją było by postapokaliptyczne s-f. Jednak i w tym wypadku nie jest to klasyfikacja w stu procentach trafna. Dlaczegóż? Gdyż "Ciche Miejsce" to tak na prawdę film o rodzinie i o niełatwych więziach międzyludzkich.    Postapokaliptyczną rzeczywistość jest tu jedynie scenerią i pretekstem do rozwinięcia zupełnie nieoczekiwanych wątków. Sam temat „apokalipsy” jest tu jedynie dyskretnie zasygnalizowany, przemycony pod postacią wycinków prasowych czytanych przez ojca rodziny. Niewiedza w jakiej w tym temacie pozostawiono...
Sobota POLCON'owa w pełni. Osoby w cosplay'ach, ciekawe prelekcje, gamesroom pełen planszówek. Pełen wybór, weekend pełen zabawy. Choć dziś nie w kostiumie (za gooooooąco) ale nadal dobrze się bawię.

Cóż, poznajmy się, najpierw "nienaukowo"...

Jestem dość typową fanką fantastyki wszelakiej.  Choć moje zapoznawanie się z Scince-fiction zaczęło się do hard-Sf, moje fanostwo zaczęło się od Gwizdnych Wojen, a było to już kawałek czasu temu, gdy miałam jeszcze osiem lat. Od tamtej chwili upłynęło już sporo wody i jeszcze więcej czasu, jednak nadal żywię do tego uniwersum sentyment. A choć nie całkiem podoba mi się kierunek w jakim ewoluuje ono pod sztandarem Disneya, to nadal chętnie śledzę jego losy. Zresztą, jeśli spotkacie mnie na jakimś konwencie to najpewniej będę dziewczyną w Mandaloriańskeij zbroi, czasem mogę też objawić się jako Sith, lub jako mała Jedi. Co nie znaczy bynajmniej, że się ograniczam: Pasjami uwielbiam opowiadania Lovecraft’a (dobra powieść grozy zawsze w cenie) oraz twórczość Roberta Howarda (przyznajmy szczerze mój świat nie był by taki sam bez przygód Conana). W ogóle mam słabość do starszej fantastyki. Do moich ulubionych książek zaliczają się miedzy innymi „Dzień Tryfidów” i „P...

Jestem Nerdem i jestem z tego dumna.

  Chyba dobry początek, co nie? Może trochę zbyt banalny, zbyt trywialny w czasach, gdy prawie każdy w przedziale wiekowym od 5 do 35 lat może powiedzieć, że oglądał w ostatnim czasie choć trzy różne produkcje SF, czy szerzej rozumianego fantasty, gdy uniwersa takie jak Star Wars, Marvel, DC święcą największe tryumfy, gdy co chwilę ukazuje się jakiś nowy film, serial, komiks czy gra, osadzona w jakimś odległym świecie. W czasach, gdy po prostu jest moda na bycie Nerdem. Problem w tym, że nie ważne jak trywialnie to brzmi jest to zwyczajnie prawda.  Można by rzec, że swoje "nerdostwo" wręcz wyssałam z mlekiem matki. Podczas gdy ona, poprzez opowieści  Verne'a i  Lema, rozbudzała moje zainteresowanie fantastyką naukową i nauką samą w sobie, to wraz z ojcem odkrywałam niezbadane obszary światów mniej lub bardziej typowego fantasy. Razem z nim śledziłam przygody „Conana Barbarzyńcy” i u jego boku oglądałam filmy takie jak "Długie łodzie Wikingów".  Dziś...